Poradnik bezpiecznego przedsiębiorcy. SSWiN czyli pierwsza linia obrony | OCHRONA24.info

Poradnik bezpiecznego przedsiębiorcy. SSWiN czyli pierwsza linia obrony

Poradnik bezpiecznego przedsiębiorcy. SSWiN czyli pierwsza linia obrony

Bezpieczeństwo to dziś już trochę abstrakcyjne słowo. W naszym pięknym kraju zapominamy o tej potrzebie, ponieważ bezpieczeństwo jest stanem oczywistym. Mało kto zauważa potrzeby zarządzania tym bezpieczeństwem. Każdy z nas może spokojnie wyjść z domu, iść do sklepu, pojechać do miasta, na urlop, wyjść i wrócić po pracy bez żadnego uszczerbku dla swojego zdrowia czy życia. Jako społeczeństwo osiągnęliśmy już taki stan dobrobytu, że potrzeby podstawowe w tym potrzeba bezpieczeństwa, są praktycznie w 100% zaspokojone. Nie mamy zatem motywacji, aby się tym tematem na co dzień zajmować. To usypia naszą czujność i trochę przytępia coś, co można nazwać instynktem samozachowawczym. Jednak szczególna grupa ludzi, mam na myśli przedsiębiorców, nie może sobie pozwolić na taki komfort i powinna w tym obszarze mieć, co najmniej świadomość zagrożeń, jakie występują w otoczeniu.

Ten artykuł ma przypomnieć Wam, że świat nie zawsze jest pięknym miejscem. Weźmy pod uwagę taki oto przykład:

Młody przedsiębiorca zakłada firmę, sklep odzieżowy na jednym z osiedli w średniej wielkości mieście. Wyszukał lokalizację, przeprowadził badanie rynku, zna swoją grupę docelową, może myśleć o zakupie towaru i uruchomieniu sklepu. Jak często bywa w pierwszej fazie prowadzenia firmy, musimy oglądać każdą złotówkę. Z tego powodu jedynym zabezpieczeniem sklepu jest zamek patentowy „Yeti” i kłódka żeliwna marki „nie do przejścia”. Biznes rusza, pojawiają się pierwsi klienci, pojawia się obrót, wszystko idzie w dobrym kierunku, i… Pewnego pięknego dnia po przyjeździe do firmy zastajemy wyważone drzwi, puste półki i mamy swój pierwszy w życiu stan przedzawałowy. Nie życzę nikomu.

Kolejnym traumatycznym przeżyciem będzie wizyta na najbliższym posterunku Policji, bo mniej więcej po 15 minutach rozmowy z sympatycznym funkcjonariuszem uświadomimy sobie, że odzyskanie towaru i ujęcie sprawcy, jest tak prawdopodobne, jak wygranie szóstki w totka. Smutna prawda jest taka, że w obszarze bezpieczeństwa cały czas aktualne jest stare powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie”. Amen.

Jaki błąd popełnił nasz sympatyczny przedsiębiorca?

Jego entuzjazm spowodowany rozpoczęciem nowej drogi życia zamazał mu trochę obraz rzeczywistości. Błędnie założył, że cały świat równie mocno cieszy się z jego sukcesu, a wszyscy ludzie będą trzymali kciuki za jego powodzenie. Niestety po kilku tygodniach funkcjonowania biznesu „dobrzy” ludzie zauważyli, że w sklepie jest ciekawy, chodliwy towar, który łatwo będzie spieniężyć. I na dodatek ten super towar dzieli od nich tylko para nie najlepszej jakości drzwi, które będzie można otworzyć przy zastosowaniu średnio mocnego kopa. Na efekty tej obserwacji nie trzeba długo czekać.

Lata, które przepracowałem w firmach ochroniarskich, dały mi możliwość spotkaniach całkiem sporej grupy osób, które tego rodzaju scenariusz przerobiły na własnej skórze. Cytuję:

Panie wczoraj wrzuciłem do sklepu najlepszy towar, jeszcze ciepły, przychodzę rano i nie ma nic

lub

Panie wczoraj zamontowałem okna, a dziś rano majster dzwoni, że są tylko otwory w ścianie

albo

Panie wczoraj zostawiłem utarg w kasetce, a dziś nie ma kasetki i fajek.

Przykłady można mnożyć. A wcale nie musi tak być, bo przy relatywnie niedużych kosztach można skutecznie zabezpieczyć swój biznes przy pomocy SSWiN, czyli systemu sygnalizacji włamania i napadu.

Jak to działa?

SSWiN to banalnie prosty wynalazek, który można stworzyć w 7 krokach:

  1. Zaprojektowanie systemu, na potrzeby miejsca.
  2. Ofertowanie.
  3. Montaż i konfiguracja.
  4. Wybór firmy, która zapewni przyjazd grupy interwencyjnej.
  5. Testowanie czy cały system bezpieczeństwa działa poprawnie.
  6. W przypadku nieudanego testu ponowna analiza punktów od 1 do 4.
  7. Działania korygujące i naprawcze.

Tak wygląda cały proces uruchomienia najprostszej formy ochrony, czyli monitoring SSWiN połączonego z reakcją grupy interwencyjnej.

Na początek słownik pojęć podstawowych:

System alarmowy – instalacja zbudowana z kilku elementów. Najczęściej z centrali alarmowej, czujników wykrywających obecność osób, syreny alarmowej, klawiatury manipulacyjnej, nadajnika radiowego. System zainstalowany jest w miejscu wymagającym nadzoru.

Pilot napadowy – zwykły pilot posiadający przycisk, który po wciśnięciu wysyła sygnał alarmowy o zagrożeniu, zamiast pilota możemy zainstalować stały przycisk, zlokalizowany np. w pobliżu kasy.

Stacja monitorowania alarmów – centrum odbiorcze sygnałów alarmowych, firmy, która świadczy nam usługę monitorowania. Na stacji pracują osoby, które odbiorą sygnał z SSWiN i wyślą nam na pomoc grupę interwencyjną.

Grupa interwencyjna – jak sama nazwa wskazuje grupa to więcej niż jeden pracownik ochrony, posiadający odpowiednie kwalifikacje, wiedzę oraz sprzęt pozwalający na przeprowadzenie skutecznej interwencji.

Myślę, że do tej pory nie ujawniłem niczego odkrywczego i większość osób temat zna i korzysta z takich usług. Ja chciałbym zająć się inną kwestią, czyli:

  1. Świadomym wyborem firmy, która wykona instalację SSWiN.
  2. Wynegocjowaniem dobrej umowy z Agencją Ochrony na wykonanie usługi.
  3. Regularnym sprawdzaniem, czy usługa, za którą płacimy, jest wykonywana na odpowiednim poziomie
  4. Regularnym sprawdzaniem, czy usługa jest w ogóle wykonywana, bo to wcale nie jest oczywiste.

Spróbujmy przejść przez cały proces jak zwykle w moich artykułach krok po kroku.

Krok pierwszy – badanie rynku

Jeżeli prowadzimy działalność w mieście wojewódzkim to mamy do dyspozycji od kilku do kilkunastu firm, które nazywają się Agencjami Ochrony. Firmy takie mają obowiązek posiadania koncesji MSWiA na wykonywanie usług oraz ubezpieczenia w zakresie odpowiedzialności cywilnej. Koncesja jest po to, aby usługi wykonywały firmy, w których pracują osoby posiadające formalne przygotowanie zawodowe. Ubezpieczenie przydaje się, kiedy firma ochroniarska wykona usługę nienależycie lub w ogóle jej nie wykona i w wyniku tego zaniedbania my poniesiemy szkodę.

Przykład:

Mamy umowę, jest alarm, nikt nie przyjeżdża, tracimy jakąś część majątku w wyniku włamania. Możemy dochodzić odszkodowania za nienależyte wykonanie usługi wynikającej z umowy. Przeszukując Internet, zwrócimy w pierwszej kolejności uwagę na te dwie rzeczy, bo jeżeli firma będzie miała problem z pokazaniem koncesji lub polisy to od razu skreślamy ją z listy. To jest firma „krzak”. Inne elementy typu certyfikaty jakości, wyróżniania, nagrody, rekomendacje mówią nam, czy firma na tle konkurencji świadczy usługi wysokiej jakości. Zachęcam jednak, aby te papierki zweryfikować w realu. Sam pamiętam czas, kiedy wszystkie Agencje Ochrony hurtem wdrażały certyfikaty ISO 9001, bo był to dobry chwyt marketingowy.

Po wpisaniu do wyszukiwarki frazy „Agencja Ochrony” nazwa miejscowości dostaniemy X rekordów. Wchodzimy, oglądamy, zbieramy kontakty. Robimy wstępną selekcję wg klucza opisanego powyżej. Zalecam wysłanie zapytania ofertowego, co najmniej do 3 firm. Każda szanująca się Agencja Ochrony ma w swoim zakresie usługi monitoringu z dojazdem grupy.

Do dyspozycji mamy dwie drogi:

  1. Wykonanie systemu SSWiN w firmie X i wykupienie tylko usługi monitoringu z dojazdem grupy w firmie Y
    lub
  2. Zlecenie wszystkiego firmie X.

Jedną rzecz zdecydowanie odradzam. Zlecanie wykonania instalacji SSWiN zaprzyjaźnionemu elektrykowi. To może powodować duże kłopoty w późniejszej fazie eksploatacji systemu.

Załóżmy, że mamy wytypowane 3 firmy, które oferują usługi w zakresie:

  1. Projektowania, montażu i serwisowania SSWiN.
  2. Monitorowania sygnałów alarmowych.
  3. Reakcji na sygnały alarmowe przy pomocy grup interwencyjnych.

Kontaktujemy się, przedstawiamy nasz temat i następuje pierwsza weryfikacja. Jeżeli firma poważnie podchodzi do biznesu, to jej przedstawiciel zaproponuje spotkanie na obiekcie, aby zrobić oględziny i zebrać informacje potrzebne do sporządzenia oferty.

Usługa doradztwa jest oczywiście bezpłatna i nie wiąże nas w żaden sposób z firmą, która ją wykonała. Profesjonalny sprzedawca powinien na tym spotkaniu rozpoznać nasze potrzeby i dobrać konfigurację systemu w taki sposób, aby zapewnić nam maksymalną ochronę za rozsądną (nie mylić z najniższą) cenę. W tym momencie możemy też liczyć na fachowe doradztwo, ponieważ osoba aktywnie działająca na rynku security zna najnowsze trendy i być może podpowie nam całkiem ciekawe rozwiązania, o których nawet nie wiedzieliśmy, że istnieją. Takie podejście świadczy o tym, że dobrze trafiliśmy, przynajmniej na tym etapie.

Na drugim biegunie jest sytuacja, gdy usłyszymy, że wycenę można zrobić przez telefon i będzie za 5 min. Tu mamy już jasność sprawy, że trafiliśmy do „marketu”, gdzie sprzedawany jest produkt masowy, być może tani, ale w bardzo niskiej jakości. Zdecydowanie odradzam.

Krok drugi – spotkanie z doradcami

Gdy mamy już wytypowane trzy firmy (może ich być więcej lub mniej, Wy decydujecie), przyjeżdża sympatyczny Pan lub coraz częściej Pani i zaczynamy rozmawiać. Pokazujemy nasz biznes, oprowadzamy gościa, mówimy, jak będziemy działać, co robić i pytamy, jaki proponuje sposób zabezpieczenia naszego obiektu. Nie wychodźmy przed szereg, dajmy się wykazać fachowcowi, który już zainwestował swój czas, aby się z nami spotkać. Oczywiście, miejmy świadomość, że firma będzie chciała zrobić z Tobą interes i należy zachować zdrowy rozsądek, aby nie kupić gadżetów, które nam nie są w ogóle potrzebne.

Standardowy system powinien zabezpieczać czujnikami ruchu pomieszczenia, do których jest możliwość włamania się przez okno lub drzwi, miejsce, w którym zainstalowana jest centrala alarmowa, czyli serce systemu. Jeżeli mamy rolety na oknach to warto rozważyć zakup tzw. kontaktronów, które zadziałają już w przypadku próby ich podniesienia, co skraca czas reakcji. Oprócz tego potrzebujemy syreny, która będzie „wyła” po uruchomieniu alarmu, klawiatury z wyświetlaczem, gdzie możemy uzbroić system oraz pilotów i przycisków napadowych. To jest rozsądna konfiguracja, która sprawdza się bardzo dobrze. Jeżeli oprócz budynków mamy jeszcze teren zewnętrzny to możemy rozważyć montaż czujników zewnętrznych, jednak te urządzenia mogą generować dużo alarmów fałszywych.

Mój przykład:

Sam mam taki system na działce ROD, wiadomo, w zimę takie działki są notoryczne okradane. System wykonany jest dokładnie w takiej konfiguracji, jak opisałem powyżej z czujnikami wewnątrz, kontaktronami na roletach i czujnikiem zewnętrznym. Od chwili założenia systemu (odpukać), nie mam problemu, chociaż działki dokoła mnie są regularnie okradane. Musiałem trochę poeksperymentować z czujnikiem zewnętrznym, bo „łapał” np. osoby idące po alejce. Teraz konfiguracja jest tak ułożona, że po przeskoczeniu ogrodzenia uruchamia się alarm. Gdyby czujnik zewnętrzny nie zadziałał, kolejnym ogniwem są kontaktrony i ostatecznie wewnętrzne czujniki ruchu. Koszt inwestycji w system wyniósł 2800 zł netto, przy podpisaniu umowy z firmą na 3 lata.

Wiecie, to już trochę działa jak telefonia komórkowa. Można dostać relatywnie niską cenę systemu w zamian za podpisanie umowy terminowej na usługę monitorowania. Dodatkowo udało mi się wynegocjować płatność w 4 ratach. Tyle kosztuje mój „święty spokój”.

Wracając do tematu…

Spotykamy się z doradcami, zbieramy oferty, analizujemy, porównujemy konfigurację i ceny. Skrajne odrzucamy, średnią wybieramy. Oczywiście negocjacje są stałym elementem naszego życia, tylko z zachowaniem zasady win – win.

Wspomniałem wcześniej, że możemy różne etapy powierzyć różnym firmom. Co jest korzystniejsze? To zależy.

Jeżeli mamy zaufanie do firmy X i możemy kupić, coś w pakiecie to jest dobra opcja. Ja na przykład, zleciłem instalację systemu firmie X, która zajmuje się tylko instalacjami SSWiN, bo uważam, że jeżeli jest to ich główna działalność, to są w tym naprawdę dobrzy. Usługi monitorowania wykupiłem w firmie Y, która ma największy potencjał, jeżeli chodzi o grupy interwencyjne. Po prostu.

Trzeba spotkać się z doradcami, zainwestować trochę czasu, zebrać oferty, porównać i wybrać możliwie dobre rozwiązanie. Osoby, które chciałyby skorzystać z podpowiedzi w tym zakresie, zapraszam do kontaktu osobistego. Każdy przypadek jest inny. Swoją drogą lubię rozwiązania niestandardowe.

Krok trzeci – instalacja

Mamy wybraną firmę, zatwierdzoną ofertę. Dobrze jest na tym etapie podpisać umowę na montaż systemu alarmowego. Mamy w końcu wydać kilka tysięcy złotych i warto mieć dodatkową gwarancję, że nie będzie niespodzianek. Wzór umowy powinna dostarczyć firma instalacyjna.

Najważniejsze rzeczy to dokładna konfiguracja sprzętowa, data i termin realizacji usługi, kontaktu do osób odpowiedzialnych za realizację zlecenia. Dodatkowo warto opisać, w jaki sposób i w jakiej formie będą zgłaszane ewentualne reklamacje i w jakim czasie mają być rozpatrzone. Umowa powinna też określać warunki gwarancji działania systemu i sposoby rozwiązywania problemów technicznych w okresie gwarancji i po gwarancji.

Wiele osób uzna, że to zbyteczna biurokracja. Moje doświadczenia pokazują, że warto stracić godzinę na przeczytanie umowy, niż później „przepychać” się z firmą, gdy pojawią się problemy ze sprzętem, czy samą instalacją.

Formalności mamy za sobą. Co dalej?

Przychodzi dzień montażu, pojawia się sympatyczny Pan instalator i… Trzeba na dzień dobry zweryfikować czy to w ogóle właściwa osoba. Przecież ten Pan będzie montował system zapewniający nam bezpieczeństwo. Obowiązkowo należy spisać dane osobowe, najlepiej z dowodu, uzyskać telefon kontaktowy. Gdyby działy się „dziwne”, rzeczy po wykonaniu usługi zawsze dokładnie wiemy, kto był u nas i jak się z nim skontaktować. Być może instalator będzie patrzył na nas jak na oszołoma, jednak warto to zrobić. On też zapamięta, że dla nas nie jest już anonimowy. Zdecydowanie doradzam takie podejście.

Sama instalacja powinna, być wykonana zgodnie ze specyfikacją określoną w umowie. W miejscu i w czasie określonym w umowie. Zgodnie ze standardami określonymi w umowie. Bingo, po to jest umowa.

Gdy zaczniecie słyszeć teksty znane z programu „Usterka”, po prostu wyciągacie umowę, pokazujecie Panu instalatorowi, jeżeli dalej ma wątpliwości, dzwonicie do osoby kontaktowej wskazanej w umowie. Jeżeli wiedziecie, że z tą instalacją ewidentnie coś nie gra, od razu zgłaszajcie uwagi, a w sytuacjach ekstremalnych możecie zażądać przerwania prac.

Przyjmijmy jednak założenie optymistyczne… wszystko idzie gładko. System jest zainstalowany, technik wykonał jego testy, otrzymujemy informację, że praca jest zakończona.

Pozostają dwie sprawy:

  1. Szkolenie użytkowników, jak obsługiwać SSWiN. Usługa bezpłatna (w dobrych firmach). Warto zatroszczyć się o to, aby w tym szkoleniu uczestniczyli wszyscy użytkownicy.
  2. Podpisanie protokołu odbioru prac. Jeżeli wszystko jest ok, oczywiście podpisujemy. Jeżeli mamy uwagi to koniecznie trzeba je wpisać do protokołu. To pozwoli nam w późniejszym etapie wyjaśnić wszystkie kwestie sporne.

Krok czwarty – podłączenie systemu do stacji monitorowania alarmów

Zakończyliśmy pierwszy etap, czyli zbudowaliśmy, skonfigurowaliśmy i przetestowaliśmy system alarmowy. Pora teraz na podłączenie naszego lokalnego systemu do stacji monitorowania alarmów, czyli firmy zewnętrznej, która odbierze sygnał alarmowy i udzieli nam wsparcia w postaci grupy interwencyjnej. Aby przesłać sygnał o alarmie z naszego obiektu na zewnątrz, potrzebujemy dodatkowego urządzenia do przesyłu.

Obecnie znane są 3 tory przesyłu danych:

  1. Przy użyciu naziemnej linii telefonicznej.
  2. Przy użyciu łączy telefonii komórkowej.
  3. Przy użyciu nadajnika radiowego.

Zalecam przesyłanie sygnałów alarmowych przy pomocy 2 dostępnych torów. Np. radiowo i poprzez sieć komórkową. To zwiększa niezawodność systemu. Oczywiście z powodzeniem można funkcjonować na jednym torze transmisji, jednak czasem warto się podwójnie zabezpieczyć.

W zależności od wyboru drogi postępowania mamy teraz dwa warianty:

Wariant 1 – wszystko wykonuje i dostarcza firma X

Po ukończeniu prac technik zainstaluje urządzenie do przesyłu sygnałów i połączy nasz system ze stacją monitorowania alarmów (SMA). Urządzenie do przesyłu z reguły otrzymujemy w użyczenie za symboliczną złotówkę. Jeżeli wszystko się powiedzie, to możemy przyjąć, że jesteśmy monitorowani, czyli sygnały alarmowe zostaną wysłane i odebrane przez SMA.

Wariant 2 – system dostarcza firma X, a usługę monitorowania firma Y

W takiej sytuacji musimy skoordynować wizytę instalatora firmy X i technika firmy Y.
Po ukończeniu budowy systemu przez firmę X firma Y będzie musiała zainstalować nadajnik do przesyłu informacji. Reszta wygląda bardzo podobnie.

Najważniejsze, aby zostały przeprowadzone testy, które odpowiedzą na pytanie, czy sygnały alarmowe są wysyłane i odbierane przez SMA.

Krok piąty – grupa interwencyjna

Jest to najbardziej newralgiczny element całej tej układanki. Jeżeli jakość tego elementu będzie słaba, to nasz system alarmowy będzie „wyjącą” zabawką.

Filozofia poprawnego działania systemu SSWiN jest taka:

  1. Naruszenie strefy chronionej przez osobę nieuprawnioną (próba wejścia, włamanie)
  2. Uruchomienie sygnału alarmowego.
  3. Uruchomienie lokalnej syreny alarmowej.
  4. Wysłanie sygnału alarmowego z SSWiN do SMA.
  5. Odebranie sygnały z SSWiN przez SMA.
  6. Wysłanie grupy interwencyjnej.
  7. Dojazd grupy do obiektu.
  8. Interwencja.

Na pewno czujecie już, że sukces polega na tym, aby te wszystkie elementy zadziała, a czas reakcji był możliwie krótki. I tu mam pierwszy problem.

Handlowcy znanych firm ochroniarskich, będą nas przekonywać, że reakcja w czasie 5 minut od chwili otrzymania sygnału alarmowego, jest jak najbardziej realna. Niestety to tylko teoria.

W praktyce czasy dojazdu zależą od:

  1. Ilości posiadanych grup interwencyjnych w danym rejonie.
  2. Pory dnia, w której wystąpił alarm.

Jak organizują to Agencje Ochrony? Najwięksi posiadają kilka grup interwencyjnych w obrębie miasta. Najmniejsi często nie posiadają żadnych grup i muszą w tym zakresie korzystać z podwykonawstwa.

Jak to zweryfikować?

Odpowiedź jest prosta:

1. Kierujmy się logiką.
2. Testujmy usługę.

W moim mieście realnie mogę poszukać firmę, która w czasie od 15 do 20 minut dojedzie na obiekt w dowolnej lokalizacji miasta. 5 minut to zwykła ściema, wielokrotnie potwierdzona moimi praktycznymi testami.

Jak testuję usługę?

Po pierwsze dbam o to, aby w umowie był zapis, że mam prawo za darmo wygenerować jeden alarm testowy w dowolnej porze w cyklu miesięcznym. Jadę na obiekt, wyzwalam fałszywy alarm i czekam, co się wydarzy. W 90% przypadków w ciągu pierwszych 5 minut nie dzieje się nic. Jeżeli założę, że reakcja ma nastąpić w ciągu 15 – 20 min. Szansa powodzenia tej operacji rośnie do 90%. Na pewno w tym momencie pojawia się u Was pytane: jeżeli potrzeba, aż tyle czasu na uzyskanie pomocy, czy to w ogóle ma sens? Moim zdaniem ma.

Co można zrobić przez 15 – 20 minut?

  1. Skutecznie sterroryzować obsługę i ukraść cały utarg.
  2. Włamać się do obiektu i ukraść najcenniejsze przedmioty.
  3. Włamać się do lokalu i zdewastować 50% wyposażenia.
  4. Wybić wszystkie witryny sklepowe i uciec.

To po co nam w ogóle taka ochrona?

  1. Zwiększa szansę na skuteczne udzielenie pierwszej pomocy ofiarom napadu.
  2. Zwiększa szansę na to, że chociaż część naszego dobytku zostanie uratowana.
  3. Daje szansę na ujęcie sprawcy na gorącym uczynku.
  4. Zwiększa komfort psychiczny naszego personelu.
  5. Możemy ubiegać się o zniżki z tytułu ubezpieczenia firmy.

Reasumując:

  1. W chwili podpisywania umowy kierujmy się logiką i nie traktujmy, krótkiego czasu dojazdu, wpisanego do umowy jako pewnik.
  2. Uprzedźmy naszą załogę, że dojazd grupy interwencyjnej może zająć nawet 15 do 20 minut.
  3. Zagwarantujmy sobie możliwość bezpłatnego testowania SSWiN i grupy interwencyjnej.
  4. Róbmy min. 1 test w miesiącu, w różnych porach i dniach.

Drugim ważnym tematem w przypadku grupy interwencyjnej jest jej obsada.

Czym dla mnie jest grupa interwencyjna?

Jest to zespół min. 2 pracowników ochrony, posiadających uprawnienia, doświadczenie i wiedzę w zakresie skutecznego przeprowadzania interwencji przy użyciu środków przymusu bezpośredniego i broni palnej. Zespół ten musi dysponować środkami transportu oraz szybkiej i sprawnej łączności bezprzewodowej. Członkowie grupy interwencyjnej muszą posiadać aktualne orzeczenia lekarskie potwierdzające ich sprawność psychofizyczną.

Z mojej praktyki wynika, że bardzo często grupy interwencyjne nie spełniają warunków opisanych w powyższej definicji, bo:

  1. Składają się z jednej osoby.
  2. Członkowie grupy nie mają uprawnień do posługiwania się środkami przymusu bezpośredniego.
  3. Członkowie grupy nie mają zdolności psychofizycznej do wykonywania tego rodzaju pracy, co widać „gołym okiem”.

Moje obserwacje możecie potwierdzić, sami wywołując alarm testowy. Przekonacie się wtedy, kto będzie udzielał Wam pomocy w sytuacji zagrożenia. Mam nadzieje, że grupa sprawnych fachowców. Warto powalczyć o zapis w umowie, który podaje definicję grupy interwencyjnej. W końcu klient nasz Pan.

Krok 6 – algorytmy postępowania

O co chodzi? Jako klient mamy prawo wiedzieć, jak będzie wyglądało realne wykonanie usługi. Profesjonalna firma ochroniarska, powinna mieć opracowany podręcznik użytkownika systemu SSWiN.
Podręcznik taki w formie papierowej lub elektronicznej powinien trafić do nas przed rozpoczęciem wykonywania usługi. Co powinno znaleźć się w takim podręczniku?

W części pierwszej:

  1. Telefony kontaktowe do Stacji Monitorowania Alarmów
  2. Telefony kontaktowe do działu technicznego, gdzie możemy zgłosić usterki, awarie itd.
  3. Telefony kontaktowe do naszego opiekuna.
  4. Instrukcja obsługi SSWiN, która w jasny i czytelny sposób podpowie użytkownikowi jak uzbrajać, rozbrajać system.
  5. Instrukcja jak radzić sobie z najbardziej typowymi usterkami.
  6. FAQ – czyli odpowiedzi na najbardziej typowe pytania, które do tej pory zadali użytkownicy systemu.

W części drugiej:

  1. Instrukcja postępowania w przypadku wystąpienia alarmu włamaniowego.
  2. Instrukcja postępowania w przypadku wystąpienia alarmu napadowego.
  3. Instrukcja postępowania w przypadku wystąpienia alarmu sabotażowego.
  4. Instrukcja postępowania w przypadku wystąpienia alarmu technicznego.

Nie będę rozwijał na tym etapie poszczególnych podpunktów. Ogólnie zwrócę tylko uwagę, jak powinien, moim zdaniem wyglądać algorytm postępowania dla alarmów włamaniowych i napadowych.
Proszę to potraktować jako rekomendację.

Alarm włamaniowy – występuje tylko w sytuacji, gdy system jest uzbrojony i czuwa. Po naruszeniu strefy chronionej (czujnik wykrył ruch lub inne medium), czujnik uruchamia głośny alarm dźwiękowy i wysyła automatycznie sygnał o alarmie do Stacji Monitorowania Alarmów (SMA). SMA odbiera sygnał, na miejsce zostaje wysłana grupa interwencyjna. W tym samym czasie dyżurny SMA, próbuje nawiązać kontakt z właścicielem obiektu lub innymi wskazanymi przez niego osobami. Jeżeli kontakt telefoniczny jest, udany następuje weryfikacja tożsamości, tzn. dyżurny SMA powinien zapytać nas o imię i nazwisko oraz HASŁO, które ustaliliśmy podczas podpisywania umowy. Dopiero wtedy, po pozytywnej weryfikacji dyżurny SMA, przedstawia nam sytuację, np.: otrzymaliśmy alarm włamaniowy, grupa jest w drodze, czy na obiekcie może przebywać jakaś osoba? Jeżeli mamy pewność, że nikogo tam nie powinno być, potwierdzamy, że alarm jest zasadny, a dyżurny SMA może uprzedzić grupę interwencyjną, o tym fakcie.

Dalej następuje sprawdzenie obiektu i w zależności od sytuacji:

  1. Ujęcie sprawcy.
  2. Wykrycie włamania.
  3. Powiadomienie właściciela.
  4. Oczekiwanie na jego przyjazd.

Jeżeli alarm jest fałszywy, czyli nie ma widocznych śladów włamania. Drzwi, okna i inne możliwe drogi wejścia są, zamknięte. W obiekcie nie ma żadnych osób, to dyżurny zadzwoni do nas z tą informacją i dostaniemy dwie propozycję:

  1. Odwołania grupy interwencyjnej, co kończy procedurę.
  2. Pozostawienie grupy interwencyjnej do czasu naszego przyjazdu, jeżeli chcemy sami zweryfikować czy alarm na pewno jest fałszywy.

Decyzja należy do nas. Trudno jest jednoznacznie ustalić, dlaczego okresowo system generuje alarmy fałszywe. Jeżeli będą się powtarzały, warto wykonać konserwację i sprawdzenie systemu.

Alarm napadowy – uruchamiany jest niezależnie od stanu systemu. Jest alarmem, który uruchamia użytkownik systemu będący w sytuacji zagrożenia, jeżeli ma taką możliwość bez narażania się na dodatkowe niebezpieczeństwo.

UWAGA!

Jeżeli nastąpił napad, to próba użycia pilota lub przycisku napadowego może się skończyć atakiem napastnika, dlatego użytkownik będący na miejscu sam musi realnie ocenić, czy jest szansa użycia „napadówki”.

W sytuacji, gdy uda się użyć przycisk napadowy, alarm taki ma najwyższy priorytet, przynajmniej moim zdaniem. W tej sytuacji próba dzwonienia do klienta, aby ustalić, co się dzieje, nie ma sensu. Trzeba przyjąć, że zagrożenie jest realne i w możliwie krótkim czasie udzielić wsparcia.

Dalej po przybyciu na miejsce, moim zdaniem, grupa interwencyjna powinna dyskretnie podjechać pod obiekt i przeprowadzić obserwację. Jeżeli są widoczne oznaki napadu wezwać policję, bo to jej jednostki specjalne, są wyszkolone w zwalczaniu tego rodzaju zagrożeń. W takim przypadku próba wejścia pracowników ochrony na obiekt może skończyć się tragicznie.

Jeżeli w wyniku obserwacji grupa interwencyjna nie stwierdzi oznak napadu, może podjąć próbę wejścia do obiektu, aby rozpoznać sytuacje. Tego rodzaju zdarzenia są bardzo trudne w ocenie i zawsze występuję duże ryzyko popełnienia błędu. Oczywiście, alarm napadowy nie powinien uruchamiać syreny alarmowej, aby potencjalny napastnik nie wiedział, że wezwaliśmy pomoc, która jest już w drodze.

Ile to bezpieczeństwo (SSWiN) realnie kosztuje?

System alarmowy, zbudowany na profesjonalnych elementach, to koszt od 3000 zł netto do + nieskończoności, w zależności od naszych wymagań i potrzeb. Usługa monitorowania z dojazdem grupy interwencyjnej zaczyna się od kwoty 50 zł netto/m-c do + nieskończoności w zależności, jaką jakość usługi chcemy otrzymać i akceptujemy. A tak całkiem szczerze, usługa przez to, że jest tania i masowa, straciła mocno na jakości i naprawdę musimy posiadać sporą ilość determinacji, aby wyegzekwować przyzwoity poziom jej wykonania. Z drugiej strony, jeżeli oczekujemy za kwotę 50 zł na miesiąc cudu, to niestety żyjemy w świecie iluzji.

Moja rada w tej sprawie to próba wypracowania indywidualnego podejścia do nas jako klienta. Usługa musi być dostosowana do naszych potrzeb, jak to się dziś ładnie mówi „uszyta na miarę”. Rozmawiajmy, negocjujmy i starajmy się wypracować kompromis, gdzie dobra usługa sprzedawana jest za rozsądną cenę.

                               

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o